9 listopada 2014

come with me now, I'm gonna take you down


Shahar Lavi Hart
1989, Rotterdam
córka rybaka

Właściwie nie byłoby już tych Hartów, gdyby dobrzy przyjaciele z Holandii w czterdziestym trzecim nie przechowali pod podłogą dziadka Harta, który potem razem z resztą holenderskiego ruchu oporu witał Amerykanów wyzwalających Eindhoven (viva Market Garden!). Ale są, Shahar też jest, przybył przeszło pół roku temu i od tamtej pory stara się nie rzucać w oczy, udając, że łowienie ryb to naprawdę doskonały sposób na życie dla kogoś takiego, jak on. Jak zapytasz, czy jest żydem, to w jidysz ślicznie każe ci spierniczać, jak się wścieknie to pomamrocze coś po holendersku, a jak będzie musiał normalnie się odezwać, to nawet angielskiego zbytnio nie pokaleczy. Odzywa się, kiedy chce, wbrew pozorom wcale nie jest taki trudny w kontaktach, ale jeśli nie ma nic ciekawego do powiedzenia, to woli nic nie mówić. Okrutnie konkretny, na fajki potrafi przepuścić ostatnie pieniądze i, żydowskim zwyczajem, marzy o tym, żeby kiedyś zbić majątek, a potem cwaniakować do końca życia. Jest zawsze tam, gdzie najmniej się go spodziewasz, ale przez większość czasu pływa sobie łódką, udaje, że nie zna czegoś takiego jak choroba morska i na kilometr śmierdzi starą rybą. A w międzyczasie szuka jeszcze jakiejś idiotki, która dałaby się w miarę szybko zaciągnąć do ołtarza, bo nad głową wisi mu widmo urzędu emigracyjnego i w ogóle deportacja to zło, choć podobno czasem konieczne.
I w sumie to nie narzeka, bo zawsze mógł dostać od rodziców na imię Szlamo. I uczulenie na ciasto czekoladowe. Wtedy to dopiero byłoby przesrane…

pewnie jak zwykle przesadziłam, więc krzyczeć można
 

10 komentarzy:

  1. [Ach, jedna z moich ulubionych piosenek w nazwie! Witam na blogu, życzę dużo zabawy oraz owocnych wątków :)]

    Aaron

    OdpowiedzUsuń
  2. (Czeska! Wesoly pan, przynajmniej for me. Zdjecie tez mi sie podoba, khehe. No co tu duzo mozna mowic? Cho na watek! I wgl sorcia ze tak pisze na przywitanie, ale na telefonie se jestem. Wybacz. )
    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Ideał mężczyzny. Cuchnie rybą i szuka baby dla swoich korzyści. Witam serdecznie! :)]

    Bianka

    OdpowiedzUsuń
  4. [Fajny Pan! Życzę miłej zabawy na blogu oraz owocnych wątków!]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  5. [Zróbmy sobie wątek.]

    Zany

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszesz, że wcale nie jest trudny w kontaktach, a ja dosłownie nie wiem, z której strony do niego pojeść, żeby nie wybuchnął :D
    Witam!
    I ubóstwiam za drugie imię, bo jest śliczne <3
    Jeśli znajdziesz czas zajrzyj pod kartę mojej bohaterki, a tym czasem baw się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. [Czeeść, dobrej zabawy i ciekawych wątkow życzę!]

    Rosalie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Już żadnego ówczesnego nie ma, musiało Ci się coś przewidzieć! :D
    Dobrze, że nie ma on na drugie, trzecie lub dziesiąte Jan, wtedy to byłaby heca. I PRZEZNACZENIE.
    Widzę to jako świetną znajomość nad kuflem piwa w miejscowym, przydymionym barze. Już widzę jak Lola nakłaniałaby go do zbijania fortuny, uznając że jak już będzie chorobliwie bogaty to może zrobić mu łaskę i stanąć z nim przed ołtarzem :D]
    Salome Aysgarth

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zaczniesz czy ja mam to zrobić? :>]
    Lola

    OdpowiedzUsuń
  10. Ci, którzy mawiali, że pieniądze szczęścia nie dają, w rzeczywistości chyba nie wiedzieli o czym mówią, a przynajmniej takiego zdania była Salome. Wychodziła z założenia, że twierdzenia o niskiej wartości pieniądza w obecnym świecie, drastycznie mijają się z prawdą i zrozumieć to może jedynie osoba, która również wiąże ledwo koniec z końcem. Może przesadzała z tym, że żyła od wypłaty do wypłaty i brakowało jej na podstawowe dobra, głodować bowiem nie głodowała, a i na drobne zachcianki znalazło się trochę grosza, nigdy jednak nie pławiła się w luksusie. Reagowała niemalże zirytowaniem na próbę wmówienia jej, że w życiu są ważniejsze rzeczy i nie warto skupiać się na błahostkach. Owe błahostki przybierały postać rachunków na niebotyczną sumę. Mało brakowało, aby Lola wcisnęła je do gardła pierwszej osobie, która odważyłaby się wygłaszać przy niej tak bzdurne rzeczy.
    Na kufel piwa po ciężkim dniu pracy jednak zawsze znalazło się kilka groszy. Ostatnio ten pub stał się jej ulubionym miejscem, w którym mogła oderwać się od trosk codziennego życia. Tutaj nie musiała udawać wiecznie uśmiechniętej, pogodnej i nad wyraz silnej, jak na swój dość młody wiek. Tutaj mogła pomarudzić, pokręcić nosem, powybrzydzać.
    Kiedy w drzwiach baru pojawił się Hart, na ustach dziewczyny pojawił się delikatny uśmiech.
    — I jak tam Twoje interesy? — zagadnęła, prostując się nieco, ostatnie kilka minut bowiem spędziła zgarbiona nad kuflem. — Już jesteś obrzydliwie bogaty czy jeszcze trochę posiedzisz ze mną w tym barze i pozwolisz mi pozachwycać się swoją obecnością?
    Trochę wątpiła w to, że w tej małej mieścinie jest możliwość na zbicie interesu życia, nie wątpiła jednak w talent Shahara. Co jak co, ale może połów ryb był przyszłościowym zajęciem i wróżył niebywałe zyski na przyszłość? Kiedyś, przeskakując po kanałach, na Nathional Geographic trafiła na dokument opowiadający o życiu członków kutrów rybackich. Praca była cholernie ciężka, często rozczarowująca, ale kiedy już udało im się coś złapać, zarobek był niezły. Nie pomyślała tylko o tym, że część z tych pieniędzy idzie na renowację kutrów i paliwo, chyba tak daleko w przyszłość nie wybiegała. Po prostu zachwyciła się nagłym zarobkiem.

    Salome

    OdpowiedzUsuń